SiatkówkaHokejKoszykówka
NewsyNewsy
Newsy
RSS  |  WAP  |  Kosz  |  Siatka  |  Hokej
Środa, 26 marca 2008 r. godz. 14:38

List "kibolki" z "Żylety"

Agnieszka Górecka

"Po przeczytaniu wywiadu przeprowadzonego przez dziennikarza "Gazety Wyborczej" p. Jacka Sarzało i opublikowanego na Waszej (naszej) stronie poczułam się jakby ktoś splunął mi w twarz. "GW" znana jest ze swoich tendencyjnych tekstów na temat kibiców, naszej Legii zwłaszcza, jednakże tym razem czara goryczy się przelała i chociaż zdaję sobie sprawę z bezcelowości takich działań, nie wytrzymałam i napisałam list do "GW" wyrażający moje oburzenie tego typu tekstami. Ja również jestem kibicem Legii, również zasiadam wśród wszelkiej "patologii" na Żylecie, razem z tą "patologią" od dwóch lat regularnie jeżdżę po kraju ("łamiąc prawo").
Wszystkie te bzdurne i żenujące artykuły godzą także we mnie - i jako kibica, i jako człowieka, który ma prawo do swoich przekonań, do ochrony poszanowania swojej osoby." - napisała na adres redakcji Legia LIVE! jedna z kibicek Legii. Poniżej treść listu:

"Szanowni Państwo
Wielokrotnie już przy różnych okazjach nosiłam się z zamiarem napisania takiego listu, jednak gdy emocje opadały dochodziłam do wniosku, że to strata czasu, ponieważ zdanie jednostki się nie liczy, zwłaszcza zdanie nieprzychylne. Dziś jednak czara goryczy się przelała i nie jestem w stanie przejść nad tym do porządku dziennego. Zdaję sobie sprawę, że list ten pozostanie bez odpowiedzi, nie oczekuję jej nawet i nie zakładam, że kogokolwiek moje zdanie może zainteresować.
Jednakże jako czytelnik "Gazety Wyborczej" w wydaniu normalnym i internetowym (BYŁY czytelnik bardziej by pasowało) mam prawo wyrazić swoje zdanie i z tego prawa zamierzam skorzystać.
Podkreślają Państwo, że są otwarci na listy i opinie czytelników, niektóre nawet publikują, więc proszę uprzejmie, podzielę się swoim zdaniem.

Wypadałoby zacząć od przedstawienia się. Internet daje mi komfort bycia osobą anonimową, wyrażenia tego co myślę w sposób swobodny i niekontrolowany emocjonalnie, jednak nie skorzystam z tej możliwości - pod swoim zdaniem nie boję się podpisać, nie jestem osobą wirtualną, a człowiekiem, którego istnienie można łatwo zweryfikować - Agnieszka Górecka, (adres podany do wiadomości redakcji). Mam 20 lat i jestem studentką filologii polskiej na jednej z państwowych uczelni, studia dzienne. Uczę się, mam plany na przyszłość i ambicje, pochodzę z pełnej, dobrej rodziny, nie sprawiam problemów wychowawczych, nie piję, nie palę, nie ćpam, nawet nie imprezuję. Jestem tolerancyjna, przeciwna rasizmowi i homofobii, używam słów proszę, dziękuję i przepraszam; uchodzę za osobę kulturalną, życzliwą i lubianą. Dlaczego to piszę? Już wyjaśniam.
Otóż mimo że w tłumie ludzi nie wyróżniam się na niekorzyść, wśród rówieśników często na plus, regularnie jestem nazywana bandytką, chuliganem, kryminalistką, narkomanką - w zależności od zasobu słownictwa osoby określającej - wszelką możliwą patologią, członkostwo w mafii czy bandyckiej grupie zorganizowanej wliczając. Według wielu powinno się trzymać mnie pod kluczem, w izolatce, celi więziennej bez okien, kamieniołomach - albo żeby zaoszczędzić sobie zachodu - po prostu odstrzelić.
Dlaczego? Otóż dlatego, że jestem kibicem piłkarskim, co gorsza - kibicem Legii Warszawa, żeby swojego czarnego wizerunku dopełnić - kibicem Legii Warszawa zasiadającym na "Żylecie", dokładnie na jej środku, tam gdzie zbierają się najaktywniejsi kibice. O, przepraszam - kibole. O zgrozo! Jeżdżę z tymi kibicami - przepraszam, kibolami - na mecze swojej drużyny poza Warszawę, poza Polskę nawet. W tym momencie mogą Państwo darować sobie dalszą lekturę listu - no bo jakiego normalnego człowieka mogłoby obchodzić co ma do przekazania socjopata?
Gdyby jednak z jakichś powodów interesowało - ot, choćby z nudów - przedstawiłam się, więc przechodzę do rzeczy.

Skąd ta gorzka ironia? Otóż przypadkiem po raz kolejny w ostatnim czasie wpadła mi w oczy marka "Gazety Wyborczej", której dla własnego zdrowia staram się unikać. Czytywałam ją regularnie do pewnego momentu, później zaczęło się to robić ciężkostrawne dla moich nerwów i po prostu zaprzestałam dalszej lektury. Na dłuższą metę okazuje się to jednak niemożliwe.
Po Świętach spędzonych z rodziną wróciłam do domu, siadając przed monitorem by zorientować się w najnowszych wieściach z ulubionego klubu. W oczy rzucił mi się nagłówek jednego z newsów:
"Sarzało: Rzecznik Praw Obywatelskich broni kiboli?"
Niestety, w tytule zabrakło informacji: "Uwaga! Źródło - Wyborcza, czytasz na własną odpowiedzialność!", więc przeczytałam, niestety - żegnaj, świąteczna atmosfero... Odszukuję tekst oryginalny, żeby upewnić się, że ten czytany przeze mnie jest tylko urywkiem wyrwanym z kontekstu przez kibiców, z premedytacją źle zinterpretowanym - niestety...
Zagotowało się we mnie. Być może powinnam być już przyzwyczajona, wzruszyć ramionami, zająć się swoimi sprawami. Ale nie potrafiłam, nie tym razem, nie po raz kolejny... Jako czytelnik (mimo woli bo mimo woli, ale jednak) mam chyba prawo zapytać - kim jest pan Sarzało i kto daje mu prawo, żeby nazywać mnie - cytuję - "kibolem, bandytą i chuliganem"?! Czy ten pan był ze mną w Wilnie i widział jak robię "potworną zadymę"?! Niech mi to udowodni, niech poda fakty i dowody, albo chyba mam prawo domagać się przeprosin?
Gdybym nazwała tego pana marnym, żałosnym dziennikarzyną, który idąc w ślady swojego redakcyjnego kolegi pana Steca usiłuje wyrobić sobie nazwisko pisząc bzdury - w myśl zasady: nie ważne jak mówią, byleby mówili - niewątpliwie poczułby się urażony, pewnie słusznie. Jednakże mi prawo do oburzenia nie przysługuje, jako osobnikowi niezdolnemu do jakichkolwiek emocji, prostemu "kibolowi"... Pewnie argumentem mogłoby być "ale to nie o kibicach, to o kibolach, o bandytach, nie o Tobie, dziewczynko, czepiasz się", jednakże ja, jako kibic Legii czuję się głęboko dotknięta i urażona artykułem tego pana. Spłycił istotę problemu, przeinaczył fakty, narzucił własny nierzeczywisty odbiór, opisał rzeczy wymyślone i zupełnie mijające się z prawdą. Zrobił to w sposób łamiący wszelkie możliwe zasady rzetelnego dziennikarstwa - dziennikarstwa w ogóle.

Zgodnie z Kartą Etyczną Mediów z dn. 29 marca 1995r.:
"Dziennikarze, wydawcy, producenci i nadawcy szanując niezbywalne prawo człowieka do prawdy, kierując się zasadą dobra wspólnego, świadomi roli mediów w życiu człowieka i społeczeństwa obywatelskiego przyjmują tę Kartę oraz deklarują, że w swojej pracy kierować się będą następującymi zasadami:
ZASADĄ PRAWDY - co znaczy, że dziennikarze, wydawcy, producenci i nadawcy dokładają wszelkich starań, aby przekazywane informacje były zgodne z prawdą, sumiennie i bez zniekształceń relacjonują fakty w ich właściwym kontekście, a w razie rozpowszechnienia błędnej informacji niezwłocznie dokonują sprostowania"

JACEK SARZAŁO:
"Rzecznik Praw Obywatelskich wydał ostatnio oświadczenie, w którym poprosił prezesa PZPN Michała Listkiewicza o wyjaśnienie - czemu kluby karząc stadionowych chuliganów nie stosują się do przepisów Ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych. RPO zajął się tym problemem kilka miesięcy wcześniej, na podstawie skarg osób, które poczuły się skrzywdzone niesprawiedliwymi - ich zdaniem - restrykcjami klubów. Większość skarg zgłosili sympatycy Legii Warszawa.
Jacek Sarzało: Na meczu Legii z Zagłębiem Lubin na tzw. żylecie pojawił się transparent: "Kibice dziękują Rzecznikowi Praw Obywatelskich". Niezłego sojusznika znaleźli sobie kibole." "Tylko że kibole Legii odebrali apel RPO jednoznacznie - oto wreszcie znalazł się ktoś, kto ich broni za to, co zrobili w Wilnie."

Jak wiadomo, każdy ma swoją prawdę i każda z nich jest tą najprawdziwszą. Nasuwa mi się cytat z "Dnia Świra" Marka Koterskiego: "Moja jest tylko racja i to święta racja, bo nawet jak jest twoja to moja jest mojsza niż twojsza, że właśnie moja racja jest racja najmojsza." Nie będę wdawać się w polemikę z racjami pana Sarzały, bo to bezcelowe, i tak by nie uwierzył, że w całej tej sytuacji chodziło o coś innego, jednak sam sobie przeczy - jak może napisać "wyjaśnienie - czemu kluby karząc stadionowych chuliganów nie stosują się do przepisów Ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych", a zaraz później: "broni za to, co zrobili w Wilnie" - jak się ma jedno do drugiego?
Zgodnie z każdą możliwą ustawą "to, co zrobili w Wilnie" byłoby uznane za przewinienie niewątpliwe i nikt z tym polemizować nie zamierza. Rozmówca usiłował wyjaśnić temu panu w czym problem tkwi, jednakże pan Sarzało nie był tym zainteresowany. Cytuję pana Wróblewskiego: "Ale walka z chuligaństwem to jedno, a robienie tego zgodnie z przepisami to drugie. Legii nie wolno było np. unieważnić kart wstępu na stadion na podstawie uznania właścicieli tych kart za "potencjalnych sprawców kłopotów"."
W tym rzecz. Kibicom chodziło o system kar niezgodny z polskim prawem, któremu KP Legia podlega. Nikt nie podważał ustaw ani kodeksów prawnych, nikt nie domagał się pochwały za to, co w Wilnie się wydarzyło. Walczyliśmy o kary jasne i klarowne, zgodne z prawem a nie własnym "widzimisię". Czytelnik oczywiście wypowiedź pana Wróblewskiego by zrozumiał, jednakże dziennikarz mu to uniemożliwia swoimi tendencyjnymi, złośliwymi i agresywnymi pytaniami, wyraźnie sugerującymi, że tak naprawdę chodzi nam o coś innego i o coś innego walczymy, a RPO poparł nieświadomie bandytów. Czy to jest prawda? Czy pan Sarzało skończył kurs jasnowidztwa i wie, co myśleli kibice wieszający transparent z podziękowaniami lepiej niż oni sami?

Idźmy dalej.
"ZASADĄ OBIEKTYWIZMU - co znaczy, że autor przedstawia rzeczywistość niezależnie od swoich poglądów, rzetelnie relacjonuje różne punkty widzenia."

JACEK SARZAŁO:
"Stając po stronie chuliganów", "Broniąc się przed bandytami?!", "Wie pan, jak zachowują się kibole Legii? Ja się wcale nie dziwię, że klub ma ich dosyć" - czy to są wypowiedzi obiektywne? Prezentujące punkt widzenia obu stron? Niezależne od poglądów autora? Bez komentarza.

"ZASADĄ ODDZIELANIA INFORMACJI OD KOMENTARZA - co znaczy, że wypowiedź ma umożliwiać odbiorcy odróżnianie faktów od opinii i poglądów."
(Jak wyżej)

"ZASADĄ UCZCIWOŚCI - co znaczy działanie w zgodzie z własnym sumieniem i dobrem odbiorcy, nieuleganie wpływom, nieprzekupność, odmowę działania niezgodnego z przekonaniami."
Nie wątpię, że pan Sarzało pisał zgodnie z własnymi przekonaniami. Ale czy można jego tekst nazwać uczciwym w stosunku do odbiorcy? Czy odbiorca dostaje obiektywną informację i prawo do samodzielnej oceny? Czy sytuacja opisywana jest realna i nie wypaczona cudzymi przekonaniami? W to już niestety śmiem wątpić...

"ZASADĄ SZACUNKU I TOLERANCJI - czyli poszanowania ludzkiej godności, praw dóbr osobistych, a szczególnie prywatności i dobrego imienia."
Jeżeli nazwę pana Sarzałę publicznie bandytą, chuliganem i pomówię o coś, czego nie zrobił i nie pomyślał, albo inaczej - dalej od terminologii kibicowskiej, bliżej dziennikarskiej - jeśli powiem o tym panu, że jest idiotą, marnym pismakiem i nie potrafi racjonalnie myśleć, o stworzeniu porządnego tekstu nie wspominając - czy obrazi się? Myślę, że nie, więc i ja właściwie nie czuję się obrażona.

"ZASADĄ PIERWSZEŃSTWA DOBRA ODBIORCY - co znaczy, że podstawowe prawa czytelników, widzów, słuchaczy są nadrzędne wobec interesów redakcji, dziennikarzy, wydawców, producentów i nadawców."
Niewątpliwie pan Sarzało kierował się dobrem odbiorcy - trzeba w końcu obudzić biedny naród, uświadomić im, że wokół czai się zagrożenie w postaci bandytów, których zadymy popiera nawet Rzecznik Praw Obywatelskich... Obudź się, zagrożony Narodzie!

"ZASADĄ WOLNOŚCI I ODPOWIEDZIALNOŚCI - co znaczy, że wolność mediów nakłada na dziennikarzy, wydawców, producentów, nadawców odpowiedzialność za treść i formę przekazu oraz wynikające z nich konsekwencje."
Oczywiście, że konsekwencji wszyscy są świadomi. Za taki tekst skierowany do polityka czy artysty groziłby proces o pomówienie, zniesławienie i pewnie kilka innych paragrafów by się znalazło. Co może kibol? Wyda pieniądze na adwokatów po to, żeby pozwać dziennikarza za którym stoi ogólnopolski dziennik? Konsekwencji brak, więc zasada "wolności słowa" jak najbardziej zachowana - hulaj dusza..!

Właściwie muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem talentu pana Sarzały - właściwie nie napisał nic, dokładniej - jedenaście pytań, większość jednozdaniowa albo w postaci równoważników - a udało mu się zawrzeć w tym tyle treści... Nie wspominając o tym, że trzeba być geniuszem sztuki dziennikarskiej, żeby w tak krótkim wywiadzie przy tak niewielkim swoim udziale zupełnie na dalszy plan zepchnąć rozmówcę, sprawiając że staje się niemal niezauważalny. A złamanie wszelkich możliwych zasad dziennikarstwa w kilku zdaniach? Fenomenalne, szczerze gratuluję.
Przykładu tak pięknej, czystej w swej postaci manipulacji nie powstydziłby się sam "Nasz Dziennik" z Radiem Maryja do spółki, nawet ich "...jak pisze der 'Dziennik'..." nie jest tak wymowne w swej prostocie...

Żarty na bok. Do tekstów panów "Sarzałów" zdążyłam się przyzwyczaić, nie od dziś się pojawiają i pojawiać będą, trudno, gdyby przyszło denerwować się każdym i na każdy reagować, trzeba by pół życia spędzić pisząc meile po redakcjach, które nawet nie są czytane, albo wynająć mieszkanie w pobliżu sądu, żeby bliżej mieć na kolejne rozprawy.
Najbardziej jednak z równowagi wyprowadziła mnie końcówka wywiadu. "Tylko że kibole Legii odebrali apel RPO jednoznacznie - oto wreszcie znalazł się ktoś, kto ich broni za to, co zrobili w Wilnie." "Podziwiam pana wiarę w kiboli. A może zamiast tylko krytykować nieprzestrzeganie prawa, rzecznik mógłby podsunąć własny pomysł, jak poradzić sobie z problemem chuligaństwa na polskich stadionach?"
Pan Sarzało jasno daje do zrozumienia, co o "kibolach" myśli. Po co nas bronić? Zamiast surowego prawa - jeszcze w ich obronie występować? Jacy my szczęśliwi jesteśmy... Same rozróby, zadymy, bandyckie wybryki, a później wszyscy głaszczą nas po głowach, RPO występuje z obroną, a biedne, uciśnione kluby zwalczające psychopatów pozostają bezbronne...
Po przeczytaniu takiego tekstu wniosek nasuwa się sam - "kibol" to zło konieczne, które należy zwalczać, broń Boże żadnej pomocy. I zwalczają nas, przynajmniej dziennikarze, całkiem skutecznie przyznać trzeba. Ja nie mówię, że jesteśmy święci, przykładni, niewinni. Owszem, są rzeczy nie do zaakceptowania i większość z nas ich nie akceptuje, można w to wierzyć albo nie. Ale kibice to nie zło wcielone, my też mamy swoje dobre strony. Nie gwałcimy, nie mordujemy, nie dewastujemy wszystkiego na swojej drodze. Dlaczego dziennikarze nigdy nie opisują wspaniałej atmosfery na trybunach, którą chwalą za granicą, dlaczego nigdy nikt nie napisze artykułu o ultrasach (to nie to samo, co chuligani, śpieszę wyjaśnić), którzy poświęcają czasem całe tygodnie, całe dni swojego życia żeby przez chwilę zaprezentować fenomenalne widowisko w czasie meczu? Dlaczego nie pisze się artykułów o "kibolach", którzy przed świętami jeżdżą do domów dziecka, pomagają niepełnosprawnym czy chorym braciom po szalu, organizują akcje patriotyczne? Czy te tematy nie są ciekawe? Zapewniam, że da się napisać interesujący artykuł choćby o oprawie meczu "od środka" i wielu ludzi na pewno chętnie przeczyta ile godzin trzeba poświęcić na ułożenie gigantycznego obrazu z pociętych kartonów, jak się to wymyśla, maluje, rozkłada, jak instruuje się wielotysięczny tłum żeby wiedział co i kiedy z tym wszystkim zrobić. Można wycisnąć łzę czytelnika pisząc reportaż z wstawkami z wywiadu z dzieckiem, które nie ma rodziców, ale jego marzeniem było pójść na mecz - i to marzenie się spełniło, bo kibice zorganizowali wejściówki, spotkanie z piłkarzami, zwiedzanie klubu...
Nie jestem dziennikarzem i obserwując to wszystko wcale nie wiem, czy chcę zostać - nie interesuje mnie sprzedawanie się za pieniądze, mentalnie równie obrzydliwe jak fizycznie - ale naprawdę, proszę mi uwierzyć, interesujący temat o kibicach nie musi dotyczyć burd stadionowych, które zdarzają się niezwykle rzadko, jest wiele ciekawszych rzeczy i nie trzeba na siłę szukać tanich sensacji, obrażając ludzi i tracąc czytelników.
Dlaczego na przykład nikt nie zainteresował się po prostu fenomenalnym tematem na reportaż jakim są ostatnie wydarzenia z Wielkiej Soboty, do jakich doszło po meczu GKS Katowice? Dziennikarze nawet nie muszą szukać, ludzie sami zgłaszają się z materiałami, tylko nikt nie chce ich słuchać. Proszę uprzejmie, może pan Sarzało zechce napisać równie pasjonujący i pełen emocji reportaż na podstawie relacji kibiców "GieKSy"? (http://forumgieksy.pl/showthread.php?t=562) Może opisze ludzi, którzy po - owszem, fatalnych - zajściach w Tarnowie zostali brutalnie potraktowani przez krakowską policję? Są na to relacje lekarzy (obdukcje), są wypowiedzi rodzin, które usiłują od policji dowiedzieć się co dzieje się z ich bliskimi, są wypowiedzi prawników, którzy nie mogą uwierzyć w to jak sprawa jest prowadzona, jest relacja członka klubu który podróżował z kibicami i został przez policję nie tylko pobity, ale i okradziony z pieniędzy... Dlaczego nikt nie podejmie tematu kontrowersyjnego, ale niewątpliwie poczytnego? Może zamiast udowadniać na każdym kroku jacy to źli są "kibole" ktoś pokaże drugą stronę medalu? Zamiast zachęcać do "radzenia sobie" z nami i milczącego przyzwolenia na agresję ktoś zainteresuje się tym co dzieje się z kibicami podróżującymi po kraju za swoją drużyną?
Tak się składa, że jeżdżę na takie mecze i nie zdarzyło mi się (poza Wilnem) widzieć zamieszek sprowokowanych przez nas, kibiców - za to prowokacji policyjnych jest pod dostatkiem - przetrzymywanie na sektorach na mrozie, bez informacji kiedy zostaniemy wypuszczeni, pałowanie, gazowanie, agresja słowna, także w stosunku do kibicujących kobiet - takie sytuacje są na porządku dziennym, co poświadczać zaczynają postronni ludzie z przeciwnej strony barykady. Dlaczego "GW" nie zrobiła wielkiego szumu medialnego po tym, co stało się z kibicami Jagiellonii Białystok wracającymi z Warszawy, brutalnie potraktowanymi przez policję? Przecież były relacje prezesa klubu, który podróżował z "kibolami" i na własnej skórze odczuł jak to jest być kibicem. Jemu też nikt nie wierzył? Może pan Sarzało napisze artykuł o takich sytuacjach, zamiast nakręcać społeczne przyzwolenie na agresję w stosunku do nas?
Normalny obywatel na pewno nie wie, co dzieje się kiedy media odwracają wzrok - a nie wątpię, że chciałby się dowiedzieć...

Nie sądzę, żeby kogokolwiek zainteresowało zdanie "kibola", nawet jeśli jest "kibolką". Owszem, słuchacie kibiców - ale takich, którzy potwierdzają Wasze spojrzenie na nasz świat (przykład, wyjątkowo żałosny, żenujący i naciągany, list "fanki Wisły":
http://www.sport.pl/pilka/1,70998,4641322.html ), nawet jeżeli widać, że nie mają zielonego pojęcia o tym, o czym się wypowiadają
(http://www.sport.pl/pilka/1,70994,4643709.html)... Ale czego oczekiwać po ludziach, którzy nie znają innego określenia na kibica niż "kibol" - wystarczy wejść na stronę sportową "GW" żeby zobaczyć, co dziennikarze "obiektywni" i "niestronniczy", o "rzetelnych" nie zapominając myślą o kibicach - zewsząd po oczach dają nagłówki zawierające hasła zamiennie "kibol" i "chuligan", namawiające do walki z nami, ziejące nienawiścią do tego środowiska. Felietony pana Steca są znane kibicom nie tylko Legii, której najczęściej dotyczą - z ich poziomu śmieje się cała kibicowska Polska, ale jest to śmiech zażenowania. O wypowiedzi pana Błońskiego w pomeczowym programie Canal+ na temat kibiców Legii, którzy złamali prawo będąc na meczu w Łodzi, nie wspominając. (Pan redaktor nie pofatygował się z loży prasowej, a szkoda, bo mógłby osobiście sprawdzić, że każdy z nas miał legalnie zakupiony bilet i identyfikator - tak, piszę "nas", bo znów zostałam bandytą wyjętym spod prawa - też byłam w Łodzi na "zakazanym" meczu, też prawo rzekomo złamałam).

"Gazetę Wyborczą" szanowałam i czytałam, bo w mojej rodzinie kilka osób Was czytało. Czytało, bo już nie czyta. Zdaję sobie sprawę, że kilka niesprzedanych egzemplarzy to żadna tragedia, że nie obchodzi tu nikogo opinia czytelnika, skoro jest wielu takich, którzy nie znając się na rzeczy uwierzą i przyklasną. Ja znam się niestety i nie potrafię tych bredni i kłamstw przesiąkniętych jadem czytać. Nie umiem udawać że pada, kiedy ktoś na mnie pluje. W moim domu "GW" już się nie pojawia i namawiam każdego kogo namówić zdołam, żeby tej gazety nie kupował. O ile w wypadku kolorowych dzienników typu "Fakt" czy "Super Express", które żenującymi newsami zdobywają sobie publikę żądną bezmyślnej rozrywki, poziomowi dziwić się nie można, o tyle zachowanie dziennikarzy "GW" dziwi. Zawsze myślałam, że jest to dziennik rzetelny, jednak powoli równa ku dnu. Powodzenia.
Nie wiem po co właściwie straciłam pół nocy, żeby - no właśnie, żeby co? Wyżalić się? Poskarżyć? Bezcelowe. Do pewnych kategorii ludzi nic nie dociera. Tak jak może my jesteśmy niereformowalni pod pewnymi względami jako grupa, tak samo Wy, dziennikarze pod innymi pozostajecie niezmienni. Mało obecnie jest ludzi piszących z sercem, dla własnej satysfakcji - reszcie kasa się zgadza, to i wszystko się zgadza. Jeżeli tylko panowie Sarzałowie, Stecowie i Błońscy dobrze się z tym czują, to pozostaje pogratulować samopoczucia.
Ja następnym razem zwrócę dokładną uwagę na to, co czytam. Jeżeli zobaczę źródło - "Gazeta Wyborcza", dla własnego zdrowia wgłębiać się w treść nie będę.

Była Czytelniczka"